Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JNU. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JNU. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2013

Indyjski Alcatraz z perspektywy osadzonego



Indyjskie więzienia od zawsze cieszą się naprawdę złą sławą. Przepełnienie, złe warunki sanitarne czy konflikty na tle etnicznym i religijnym to tylko niektóre z cech indyjskiego systemu penitencjarnego. Obecnie w blisko 1400 więzień różnego stopnia przebywa w kraju nad Gangesem blisko 400 tysięcy więźniów (96% to mężczyźni), co stawia go na 4 miejscu na świecie pod względem liczby osadzonych.

Więzienie Tihar jedna z bram wjazdowych; 
Źródło zdjęcia www.news.au.com
Indyjski Alcatraz

Najważniejszym spośród więziennych kompleksów Indii jest sławetny Tihar, który jest także największym zakładem penitencjarnym w całej Azji Południowej (wyroki odsiaduje tu blisko 12 tysięcy skazanych- na 5 tysięcy miejsc). Jest to jednocześnie zakład karny o najwyższym stopniu bezpieczeństwa, ale i swoisty model, gdzie więźniowie poddawani są m.in. muzykoterapii czy namawiani do pisania wierszy. Tihar jest także wyjątkowy ze względu na przekrój społeczny osadzonych- od recydywistów i wielokrotnych morderców po postaci z pierwszych stron gazet, wliczając w to nawet aktorów. Co ważne w odróżnieniu od więzień świata zachodniego wielu osadzonych tu regularnie pracuje, produkując różnorakie dobra pod marką „Tj”, co jest traktowane zarówno jako sposób na resocjalizację, jak i na zapewnienie środków na ich utrzymanie.

Zgodnie z twierdzeniami władz zakładu nikogo nie interesuje tu czy więźniom smakuje ich jedzenie, lub czy herbata nie jest zbyt zimna. Przepełnienie ma także spełniać swoją funkcję- jak twierdzi rzecznik prasowy Tiharu Sunil Kumar Gupta „Tam gdzie jest co najmniej trzech osadzonych w celi, ktoś zawsze doniesie w sytuacji, gdy pozostali knują jakiś spisek”.

Jak wygląda jednak to najsławniejsze indyjskie więzienie z perspektywy skazanego? Było już kilka publikacji w indyjskich gazetach na ten temat, ale dziwnym zbiegiem okoliczności jeden z moich znajomych, student Jawaharlal Nehru University i sympatyk indyjskiego komunizmu Nitheesh Narayan miał okazję się o tym przekonać na własnej skórze. Zatrzymany w ramach pokojowego protestu spędził w indyjskim „Alcatraz” kilkanaście dni. Poniżej prezentuję jedyne tłumaczenie na język polski wybranych fragmentów jego wspomnień.

Tihar z perspektywy studenta 
Więzienie Tihar. Więzienie centralne numer 4, oddział 1 i kilka dni spędzonych w barakach 1,2 i 3. Około trzydziestu z nas (…) i kilku towarzyszy z Jawaharlal Nehru University zdecydowało się na protest w Kerala House w Delhi w akcie solidarności z protestami w Kerali przeciwko premierowi stanu, który był uwikłany w skandal związany z instalacją paneli słonecznych. Miał to być wyraz naszego sprzeciwu wobec wszelkich form korupcji. Jako że nasz protest był niezapowiedziany na terenie instytucji nie było policjantów. Bez żadnych przeszkód wkroczyliśmy na teren zespołu budynków i usiedliśmy pomiędzy kolumnami. Spaliliśmy kukłę obrazującą premiera stanu Kerala Oomena Chandiego, wykrzykując jednocześnie różne slogany. Podczas gdy jeden z nas wygłaszał przemowę około 100 policjantów wkroczyło nagle na teren instytucji i po pokazie siły aresztowało nas. Dziewięciu z nas zostało zatrzymanych pod poważnymi zarzutami.
Tę noc spędziliśmy w obskurnym pokoju pełnym brudu, śpiąc na stosie gazet. Jeden z naszych towarzyszy w celi był podejrzany o morderstwo i udział w skandalu korupcyjnym, którego kwota opiewała na blisko 15 milionów rupii (około 750 tysięcy złotych). Byliśmy wstrząśnięci kiedy wyznał nam, że w celu przychylniejszego spojrzenia przez sąd na jego sprawę przeznaczył blisko 1.5 miliona rupii na łapówki.

Policjant, który wcześniej wystawił pozytywną opinię co do naszego zwolnienia za kaucją, zeznał jednak przed sądem, że nie powinniśmy pod żadnym pozorem zostać zwolnieni nazywając nas groźnymi bandytami, którzy zaatakowali policję oraz dopuścili się niszczenia mienia publicznego. Sąd zarządził areszt tymczasowy na 14 dni. Resztę czasu do wydania wyroku mieliśmy zaś spędzić w Tiharze.

Tihar nie różnił się znacznie od naszych wyobrażeń. Rozpoczynając poniżanie nas policjanci zaczęli od nazywania nas „Madrasis” (obraźliwie o mieszkańcach południowych Indii- przyp. K.L). Następnym etapem były pytania o kastę i wyznanie. Oficer zapytał jednego z nas o religię. Odpowiedział- brak. Kolejne było pytanie o kastę. Po kolejnej odpowiedzi przeczącej pytania zostały powtórzone- tym razem podniesionym głosem. „Jak możesz być obywatelem Indii jeśli nie masz kasty i religii”, jeden z oficerów wykrzyczał mu w twarz. „ Nie mam kasty i religii, bo jestem komunistą”- odpowiedział spokojnie.

Więzienie Tihar- jedna z cel; Źródło zdjęcia www.nyt.com
Zostaliśmy wysłani do oddziału 1, w czwartym więzieniu centralnym. Znajdowało się tam 8 baraków (około 80 osób w każdym). Pierwszą noc spędziliśmy w pierwszym baraku. Więźniowie są przenoszeni pomiędzy barakami w regularnych odstępach czasu, co ma zapobiec ich organizowaniu się. Nawet zarządcy więzień boją się siły zjednoczonych ludzi. Mała iskierka wystarczyła, aby spalić dzikość i nieprzyjazność tego miejsca. Każdy z osadzonych miał w sobie tę iskrę. Mieszanie więźniów nie stanowiło wielkiej różnicy. Właściwie jedynym rezultatem tych działań było pokazanie więźniom, że  nie znajdują się całkowicie poza kontrolą władzy.

Strażnik budził nas codziennie o 5.30 rano. Wszyscy dostawali kubek herbaty. Jakkolwiek zwykli więźniowie nie dostawali ani talerzy, ani szklanek. Niektórzy pili więc ze zużytych plastikowych butelek. Następnym punktem dnia było zebranie więźniów. Musieliśmy siedzieć w rzędach na błotnistej ziemi. Niektórzy starsi więźniowie pełnili rolę nadzorców. Podczas tego zebrania rozdzielane były zadania na nadchodzący dzień. Praca w kuchni, sprzątanie baraków, oddziałów, łaźni oraz toalet (przy użyciu patyków i żwiru), pranie koców i mycie sztućców uprzywilejowanych więźniów, wyrywanie trawy i prace ogrodnicze- tak wyglądały podstawowe codzienne obowiązki. Byliśmy traktowani jak niewolnicy. Śniadanie było wydawane dopiero po wykonaniu pracy o godzinie 11 i składało się z dwóch roti (okrągłe pszenne placki) i curry- wszystko bez żadnego smaku. Po posiłku byliśmy zamykani w barakach do 15. Poprzez sen staraliśmy się zapomnieć o głodzie. Następnie kontynuowaliśmy pracę aż do wieczora. Kolejny posiłek serwowano o 20. Podobnie jak poprzednio dostawaliśmy tylko 2 placki. 

Jedno z więzień w Bengalu Zachodnim;  Źródło zdjęcia  http://revolutionaryfrontlines.wordpress.com
Ważnym codziennym rytuałem była poranna i wieczorna modlitwa w małej (hinduistycznej) świątyni Ramy, która znajdowała się na terenie zakładu. Więźniowie byli zmuszani do kłaniania się posągom bóstw- także Ci, którzy obchodzili Ramadan (muzułmanie). Bez względu na religię i przekonania wszyscy więźniowie byli zmuszani do intonowania „Vande mataram” (dosłownie- „kłaniam Ci się o matko”; poemat autorstwa indyjskiego poety Rabindranatha Tagore, który poprzez odwołania do boginii Durgi jest związany z hinduizmem, przyp. K.L). W taki sposób ten kraj chce uczyć swoich obywateli patriotyzmu i dyscypliny.

Kiedyś ignorując nakazy naszych „nadzorców” ja i towarzysz Rahul wstaliśmy i opuściliśmy to zgromadzenie. Więzień, który nadzorował porządek podczas spotkania podbiegł do mnie i zaczął mnie bić. Nie miałem innej możliwości niż zacząć na niego krzyczeć. Jako że sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna inni towarzysze także do nas dołączyli. Mogliśmy wyczytać z oczu zgromadzonych ludzi, że protest, który podnieśliśmy był także ich buntem.I w końcu władze musiały ugiąć się wobec dziewięciu osób, które wyraziły swoje niezadowolenie. Tej nocy zostaliśmy zwolnieni z aresztu. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć co mogłoby się nam stać w przeciwnym razie. Prawdopodobnie wkrótce rozpoczęlibyśmy kolejny protest- tym razem w sprawie prawa do spożywania przyzwoitych posiłków w higienicznych warunkach.

Każdy barak na ternie więzienia posiada swoich odrębnych „nadzorców”. Oprócz nich funkcjonuje specjalna grupa skazanych, która zajmuje się atakowaniem i poniżaniem nowych więźniów i nosi opaski z napisem „Sahayaks” (nazwa oznacza żołnierza, który pełni także funkcję pomocnika/ służącego oficera w armii indyjskiej- przyp. K.L). Dopiero po pewnym czasie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że ci wszyscy „pomocnicy” nie należeli do personelu więziennego, ale byli zwykłymi skazanymi. Najbardziej szokujące było jednak, gdy usłyszeliśmy, że „nadzór” nad barakiem numer 1 sprawował Akshay Thakur, który był jednym z oskarżonych w sprawie gwałtu z Delhi z 16 grudnia ubiegłego roku. Co więcej, był on jednym z więźniów którzy próbowali nas pobić następnego dnia. Od innych skazanych usłyszeliśmy, że Ram Singh, który był także oskarżony w tej samej sprawie i który został później znaleziony martwy w więzieniu (powiesił się- przyp. K.L) został zamordowany. Uważamy, że jest to wersja prawdopodobna, gdyż Tihar został zbudowany w taki sposób, że nikt nie jest w stanie popełnić tu samobójstwa.
Jedna z cel w Tiharze; Źródło zdjęcia http://nytimes.com
Każdy z baraków był podzielony na 2 części. Jedna była przeznaczona dla więźniów, którzy posiadali kontakty z władzami więzienia i którzy płacą za wszystkie luksusy jakich potrzebują. Ta więzienna „elita” dostaje dobrej jakości materace, poduszki i czegokolwiek tylko zapragnie. Nie ma nikogo kto sprawowałby w praktyce nadzór nad nimi. Nie są przenoszeni pomiędzy barakami tak jak pozostali. Dostają tak dużo jedzenia jak tylko chcą i kiedy chcą. Mają ponadto dostęp do telewizji. Co ciekawe, najczęściej „Vipami” byli ludzie oskarżeni w procesach korupcyjnych. W więzieniu działał specjalny system e- płatności, który pozwalał na zasilenie konta co miesiąc kwotą 6 tysięcy rupii (około 300 złotych- przyp. K.L), które to fundusze skazani mogą wydawać według własnego uznania. Życie bogatych jest w więzieniu dobre. Ten system to jawne przyzwolenie na przestępstwo.

Wszystkie sześć osób oskarżonych o udział w aferze kolejowej, w związku z którą minister do spraw kolei Pawan Kumar Bansal musiał ustąpić z urzędu byli pośród Vipów. Tamilski aktor Srinivasan, który został skazany w aferze korupcyjnej także korzystał z podobnych luksusów. Ale nam nie zapewniono chociażby dostępu do więziennej biblioteki. Nie zapewniono nam nawet niezbędnych lekarstw, które towarzysz Rahul musi regularnie zażywać.

Indyjski Sąd Najwyższy twierdzi, że każdy oskarżony ma prawo do wpłacenia kaucji w celu oczekiwania na proces na wolności- jako że więzienie jest przeznaczone glównie dla osób już skazanych. W Tiharze rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej. Znajduje się tam wielu ludzi, w których sprawach śledztwa są nadal w toku. Niektórzy muszą czekać zanim wyrok sądu uzna ich za niewinnych, aby w końcu odetchnąć świeżym powietrzem poza murami. 

Ktoś wyrył na ścianie, „Trzeba nienawidzić przestępstwa, a nie przestępców".

Warunki w więzieniu były całkowicie nieludzkie. Indyjski system więziennictwa jest częścią systemu zbudowanego na bazie podziałów kastowych, religijnych, klasowych, paternalizmu i interesach dużych przedsiębiorców. Zdajemy sobie sprawę, że zapoczątkowanie jakiejkolwiek progresywnej polityki musi zrodzić się z walki przeciwko takiej hegemonii. To właśnie najważniejsza lekcja jakiej nauczył mnie pobyt w Tiharze.

Linki:

Oryginalny tekst wspomnień Nitheesha
http://kafila.org

Raport indyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na temat stanu więziennictwa w kraju http://ncrb.gov.in

Strona oficjalna zespołu więzień Tihar:
tiharprisons

Artykuł o podejściu  indyjskiego systemu więziennictwa do osadzonych: 
http://www.nytimes.com


niedziela, 17 marca 2013

Zróbmy sobie strajk

Dla przeciętnego mieszkańca Zachodu Indie kojarzą się z wieloma różnymi rzeczami- szybki rozwój gospodarczy, bieda, zabytki czy korki drogowe. Jednym z najczęstszych skojarzeń jest także Mahatma Gandhi, a z nim idea pokojowego protestu, która jest nadal w Indiach niezwykle żywa.
Nie każdy kojarzy jednak „ojca indyjskiej demokracji” ze strajkami głodowymi poprzez które wymuszał on zarówno ustępstwa na politycznych przeciwnikach, jak i wywierał wpływ na członków Indyjskiego Kongresu Narodowego  nieposłusznych swojej woli.
W Polsce ten typ protestu kojarzy się głównie ze strajkami górników czy pielęgniarek i nie cieszy się obecnie znacznym społecznym poparciem. Niewątpliwie jest to rozwiązanie ostateczne, a i jakoś nikt nie słyszał o przypadku zagłodzenia się osoby wyrażającej swoje niezadowolenie w ten sposób. Dla odmiany mieszkańcy największej demokracji świata nader ochoczo korzystają z tej formy protestu- czy dzieje się to jednak z korzyścią dla całego państwa?


Strajk głodowy, a polityka indyjska- kilka przykładów z historii

Jak powiedział Mahatma Gandhi tradycja poszczenie jest tak stara jak Adam (człowiek). Indie od zawsze pełne były zaś  ascetów (sadhu), którzy oddawali się postom i różnorakim umartwieniom. Podobnie wielu zwykłych ludzi stosowało liczne posty- bądź w wybrane dni tygodnia, bądź  w wybrane pory roku (np. podczas monsunu). To jednak właśnie Gandhi uczynił z tego rytuału prawdziwą broń polityczną. Korzystając z tego narzędzia (prócz słynnych głodówek w proteście przeciwko polityce brytyjskiej) doprowadził on między innymi do otwarcia świątyń hinduistycznych dla dalitów (oficjalnie uznanych za pozakastowych przez hinduizm) czy wstrzymał  zamieszki na tle komunalistycznym, które wybuchły w Kolkacie, w 1946 roku.
Mahatma Gandhi podczas strajku głodowego w 1932 roku
Źródło zdjęcia: http://www.takepart.com/article/2010/09/15/september-16-1932-gandhi-begins-hunger-strike
Ta forma protestu zaskakująco szybko przyjęła się w kraju. Do tego stopnia, że zadecydowała m.in. o jego podziale administracyjnym, kiedy to Potti Sreeramulu w 1952 roku umarł podczas strajku głodowego. Premier Jawaharlal Nehru wobec wzburzenia obywateli jakie to wywołało  nie miał wyboru i w 1953 roku zgodził się na utworzenie pierwszego stanu na podstawie językowej jakim była Andhra. Wydarzenie to było początkiem lawiny, która ostatecznie przyniosła w 1956 roku całkowitą reorganizacją kraju. 
Pomimo upływu czasu strajk głodowy to nadal popularna forma walki o różne (zarówno własne, jak i społecznie istotne cele). Współcześnie wśród znanych w kraju popularyzatorów tego narzędzia można wymienić m.in. Annę Hazarę, który wykorzystuje ten rodzaj strajku do walki z trapiącą kraj korupcją czy Medhę Patkar, która w 2011 roku wymusiła na władzach stanu Maharasztra (Maharashtra) poprawę warunków życia mieszkańców slumsów w Mumbaju.

Anna Hazare podczas strajku głodowego
Źródło zdjęcia www.sify.com

Co może zaskakiwać Polaków ta forma protestu jest także niezwykle rozpowszechniona na indyjskich uniwersytetach, które podobnie jak niemal wszystkie sfery życia w Indiach przesiąknięte są polityką.


Strajk na indyjskiej uczelni (Jawaharlal Nehru University- Delhi)

Zacznijmy od początku. Jawaharlal Nehru University (Delhi) to jeden z najlepszych państwowych uniwersytetów w Indiach (w zależności od zestawienia miejsca 1-3). Jest jednak powód dla którego standardy mieszkaniowe na kampusie tej uczelni znacznie odbiegają od wysokiego poziomu nauczania. Tym powodem jest znane od samego początku istnienia JNU umiłowanie studentów do socjalizmu/ komunizmu oraz szeroko rozumianej wolności, dzięki temu ten uniwersytet to w porównaniu z innymi indyjskimi szkołami wyższymi, które często podlegają rządom lokalnych bossów partyjnych oaza spokoju i intelektualnego fermentu zarazem. Niemal nieustannie trwa tu jedna wielka kampania wyborcza i przedstawiciele różnych młodzieżówek ogólnoindyjskich partii politycznych dyskutują na wszelkie możliwe tematy mierząc się na siłę argumentów (i z tego właśnie słynie w Indiach JNU), a nie pięści. Kiedy Indira Gandhi przekazywała ziemię pod budowę kampusu uczelni w 1969 roku (zajmuje on 4km2, które porośnięte są lasem i wyglądają jak jeden wielki park) mówiło się, że chciała w ten sposób udobruchać studenckich kontestatorów i zamknąć ich w złotej klatce (w tym przypadku parku). Uczelnia jest bowiem dotowana ogromnymi sumami z centralnego i stanowego budżetu, ale pomimo to brakuje hosteli, a standard życia pomimo, że pozytywnie odbiega od tego, który można zaobserwować na innych uczelniach to pozostawia wiele do życzenia.

Jawaharlal Nehru University z lotu ptaka
Źródło zdjęcia: www.skyscrapercity.com
 
Nieoficjalnie mówi się, że część studentów i jednocześnie zwolenników organizacji lewicowych wspiera działania Naksalitów (indyjscy komunistyczni powstańcy- głównie ze wschodu kraju). Premier Manmohan Singh (Indyjski Kongresu Narodowy- INC) cieszy się zaś popularnością przede wszystkim… jako główna twarz niezliczonych karykatur. 

 Jedna z licznych na kampusie karykatur premiera Manmohana Singha

 W tej sytuacji Kongres, który rządzi zarówno na poziomie centralnym, jak i stanowym (Delhi) niechętnie przeznacza fundusze na modernizację kampusu JNU jako że i tak nie zwiększy to jego poparcia, a da argument zwolennikom lewicowych organizacji, którzy po raz kolejny będą mogli pochwalić się skutecznością działania.  W tej sytuacji oczkiem w głowie rządu jest inny uniwersytet ulokowany w indyjskiej stolicy- Delhi University, który jest ostoją poparcia dla partii i może liczyć na nieprzerwany dostęp pieniędzy. Pomimo tego Kongres nie może jednak ignorować jednej z najlepszych uczelni w kraju i od czasu do czasu także tutaj odgrywa populistyczny teatrzyk, która to zresztą forma teatralna jest popularna wśród wszystkich formacji politycznych Indii.
 
Na JNU brakuje wielu rzeczy- najbardziej taniego połączenia autobusowego z pobliską stacją metra oraz bezprzewodowego dostępu do Internetu w hostelach. Studenci od dawna domagali się poprawy tego stanu rzeczy, ale nic się nie zmieniało. W tej sytuacji, kiedy od jakiegoś czasu było nieoficjalnie wiadomym, że rząd centralny zgodzi się na przeznaczenie funduszy na rozwiązanie tej bolączki- lider młodzieżówki Kongresu na kampusie (JNUSU) postanowił zorganizować pokazową głodówkę walcząc o realizację postulatów, które właściwie zostały już spełnione!  Ostatecznie protest podjęły 2 osoby- on oraz jeszcze jeden śmiałek.

Jak strajk wyglądał oficjalnie?

Protestujący oskarżyli obecnie rządzącą kampusem studencką lewicową koalicję o brak działania i zaapelowali do rządu centralnego oraz stanowego (oba pod przewodnictwem Kongresu) o środki na poprawienie transportu ze stacji metra, budowę systemu WIFI oraz podniesienie stypendiów. Dwóch studentów zdecydowało się więc z „narażeniem własnego życia i zdrowia walczyć o lepsze jutro i prosić ojcowskie władze Kongresu o pomoc”.

Jak było w rzeczywistości?

W rzeczywistości umowa i tak miała zostać wkrótce podpisana i wiedziała o tym niemal każda osoba na kampusie. Kongres postanowił jednak upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Skąd o tym wiadomo? Protestujący co oczywiste nie krytykowali obecnych władz centralnych za brak dobrego transportu czy innych udogodnień (pomimo faktu, że autobusy były obiecywane przez władze lokalne pod wodzą Kongresu od co najmniej 5 lat), ale prosili o pomoc w obliczu złych rządów prowadzonych na kampusie przez obecne (wrogie Kongresowi) siły.

Jak wyglądał strajk?

Po pierwsze organizacja studencka licząca raptem kilkadziesiąt osób zbudowała sobie dużą scenę. Po drugie zdobyła nagłośnienie. Po trzecie- nagle znikąd na „ scenie” obok „umęczonych strajkujących” (a sprawiali wrażenie bardziej umęczonych niż somalijskie dzieci)  zaczęli pojawiać się lokalni politycy Kongresu.
Strajk prowadzony był na dwie zmiany, a protestujący aby podkreślić swoje oddanie spali na „scenie”, która była także wysłana poduszkami. Kiedy nie spali to leżeli, siedzieli oraz nieustannie wygłaszali ogniste przemowy w hindi, których z resztą znaczna część studentów nie rozumiała, jako że studiujący na JNU pochodzą z niemal wszystkich stron Indii i wielu z nich hindi najzwyczajniej w świecie nie zna.


Początek protestu- udział w nim wzięli panowie pierwszy od prawej oraz pierwszy od lewej            
Źródło zdjęcia: oficjalny profil JNUSU na portalu facebook        
                                                                     
                                                                   
Protestujący w celu wzmocnienia efektu w widowiskowy sposób owijali się m.in. indyjską flagą, nosili, a także (widocznie w celu dodania sobie atrakcyjności) nadzwyczaj często zmieniali nakrycia głowy. Zainteresowanie strajkiem było zerowe- wieczorem, kiedy kampus JNU pełen jest grup studentów podążających w różne strony pod sceną nigdy nie było więcej niż 5 osób- i to pomimo faktu, że w pobliżu zlokalizowane są 3 najpopularniejsze w okolicy uliczne knajpki ! W takiej sytuacji przydawało się nagłośnienie i można było uczyć na siłę przechodniów o tym, że tylko Kongres otoczy ich troskliwym ramieniem i oświeci mrok codzienności.



Protestującym tak bardzo zależało na uwadze przechodniów, że nawet spali na „scenie”- tak, aby każdy mógł podziwiać ich determinację

Źródło: oficjalny profil JNUSU na portalu facebook

Koniec tego typu strajków (bezwzględny strajk głodowy) z reguły wygląda tak samo jeśli jest organizowany przez jakąś bardziej poważaną organizację. Po pewnym czasie (najczęściej nie dłuższym niż 4 dni tak aby wszyscy usłyszeli o akcji i aby jednocześnie protestującym nic się nie stało) do protestującego zwraca się jakiś wyższy autorytet z tej samej instytucji, który nakazuje przerwać akcję, dzięki czemu strajkujący może „zachować twarz”. Tak było też tym razem i ostatecznie po 4 dniach tego przedstawienia, lub „bohaterskiego czynu” (jak kto woli) pojawił się na scenie przedstawiciel Kongresu z listem od ministra edukacji w rządzie centralnym, który obiecywał spełnienie wszystkich żądań. Oczywiście zrobiono sobie kilka pamiątkowych fotek (oczywiście nie obyło się też bez tradycyjnego niedźwiadka) i strajk  się skończył.
Może się wydawać, że to koniec historii, ale w Indiach nic nie zaczyna i nie kończy się w sposób znany z innych części świata. Kilka dni później na całym kampusie pojawiły się znacznej wielkości billboardy, które oznajmiały światu hojność Kongresu i zacność jego przywódców- tak na wszelki wypadek gdyby studenci o niej zapomnieli. Ponadto miała miejsce huczna ceremonia z udziałem ministra transportu Indii- podczas której girlandami zostali także uhonorowani protestujący…




Uroczystość otwarcia połączenia autobusowego pomiędzy uczelnią, a stacja metra z udziałem ministra transportu Indii i „protestujących” 
Źródło: oficjalny profil JNUSU na portalu facebook



 Co ciekawe, pan, który znajduje się po lewej stronie plakatu (Rahul Gandhi) bał się wziąć udział w uroczystości. Nie ma co się temu dziwić, gdyż kilka lat temu (2008 rok) studenci uczelni zgotowali mu takie przywitanie, że obiecał nigdy więcej nie rozjaśniać „mroków codziennego życia” światłem swojej osoby. Co więcej, na kilka lat działanie organizacji studenckich na uczelni zostało pod zupełnie innym pozorem przez znany ze swojego ulegania władzom indyjski Sąd Najwyższy zabronione.

Czy demokrację można „załatać” ?


Indie od zawsze były w demokratycznym świecie postrzegane jako ojczyzna protestów- najczęściej pokojowych. Nie można jednak zapominać o głębokim populizmie, który jest jedną z najważniejszych cech obecnego systemu politycznego kraju. Skoro tak wyglądają jego przejawy w centrum- Delhi, to czego należy się spodziewać po działaniu systemu politycznego na prowincji?
Z całą pewnością sztandar indyjskiej demokracji ma w sobie znacznie więcej dziur niż szwajcarskie ser. Czy uda się je załatać zanim delikatna tkanina się rozleci? Póki nie brakuje szewców wszystko powinno być możliwe…


Linki:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.447917958613800.104743.433601446712118&type=1- profil na portalu facebook poświęcony protestowi
http://www.himalmag.com/component/content/article/5033-.html
http://www.hindu.com/2008/02/19/stories/2008021952670400.htm
http://www.codepinkalert.org/article.php?id=1025
http://www.hindustantimes.com/photos-news/Photos-India/Hungerstrikeinindia/Article4-705503.aspx